Polecane

PustaMiska - akcja charytatywna

MMF - łatwa kasa?

Łatwa kasa,
czyli 15 000 od św.Antoniego

Niewielu jest chyba ludzi, którzy nie pragną szczęścia i pieniędzy.
Wprawdzie pieniądze szczęścia podobno nie dają, niemniej mając je - o ileż łatwiej być nieszczęśliwym.
Ile problemów mogłyby rozwiązać, jak bardzo ułatwić życie i pomóc w realizacji marzeń.
Niemal każdy człowiek na jakimś etapie życia marzy o pieniądzach.
Najlepiej takich, których nie trzeba zdobywać mozolnie i w pocie czoła.
Pieniędzy łatwych.

Czy są takie?

Według krążących w internecie e-maili i adresów stron internetowych, których 'tfu-rcy' koniecznie chcą się podzielić z nami swoim szczęściem i przepisem na zrobienie 'money for old rop', a dla uwiarygodnienia podpierają się autorytetem 'finansowego guru internautów' - Roberto T. Kiyosaki - są.

Zazwyczaj owe receptury na kasę zaczynają się tak:

'Ta strona zarobi dla Ciebie 15000 zł! Zamykając ją "wyrzucasz" 15 000 zł.'

'Przeczytaj ten tekst. To nie jest żart. Zarób wielką kasę!'

'Ten sposób wymyślił Roberto T. Kiyosaki'

Bez względu na wysokość zachęcającego nominału (zamiast owych 15 000 wpisać można jakikolwiek inny) warunkiem dojścia do fortuny jest własna wpłata na jedno z podanych kont.
Wpłata, czyli 'inwestycja' kwoty pozornie niewielkiej, niemal symbolicznej, której ubytku nikt boleśnie nie odczuje.

Jednakże pan Kiyosaki, twórca marketingu hipnotycznego, niewątpliwy mistrz manipulacji i motywacji nie jest prekursorem tego systemu i nie ma nic wspólnego z tym przekrętem.
Bo mimo zapewnień, że jest to "Legalny biznes" - wcale legalny nie jest.

Kodeks Karny (Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r)

Art. 286. § 1. Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.


Rozpowszechniany system jest piramidą finansową i bazuje na znanych od lat formach 'łańcuszków szczęścia'.
Są to wiadomości, których twórcy i kolporterzy próbują wymusić określone zachowanie, skłaniając odbiorcę do skopiowania treści łańcuszka i rozesłania go innym osobom.
Łańcuszki szczęścia w różnych formach i wariantach znane są od conajmniej wieku.
Jedne z pierwszych, to 'Łańcuszek św. Antoniego' i 'Chleb watykański' które najprawdopodobniej miały być pozytywną metodą duszpasterską i zapewnić uczestnikom błogosławieństwo.

'Chleb watykański' to przekazywany sobie przez ludzi zakwas chlebowy, zapewniający szczęście i rzekomo pochodzący z Watykanu, przy czym jego rozpowszechnianie można przyrównać do sztafety znicza olimpijskiego.
'Łańcuszek św. Antoniego' to słowa modlitwy obwarowane nakazem rozesłania jej dalej pod groźbą doświadczenia różnych plag w przypadku przerwania łańcuszka, stworzonego rzekomo a to przez nieznanego mnicha z egzotycznego klasztoru, a to przez równie nieznanego misjonarza.

Z czasem łańcuszki ewoluowały przybierając świeckie formy a w treściach zawierały prośby o pomoc i wsparcie, lub obiecywały bogactwo. Zawsze spotykały się ze społecznym oddźwiękiem, bo w żadnej z epok nie brakowało nigdy ludzi naiwnych i łatwowiernych.
Wzmianki o nich spotkać można było w prasie juz w latach trzyciestych ubiegłego wieku, a nad fenomenem ich oddziaływania zastanawiali się nawet antropolodzy i uczeni.
Latem 1935 roku łańcuszek szczęścia zapewniający fortunę, wysłany pocztą do ponad miliona osób a podpisany przez Club National de Prospérité, otrzymał między innymi członek Polskiej Akademii Nauk Jan Stanisław Bystroń. Znany etnograf i socjolog, profesor największych polskich uniwersytetów poświęcił temu zjawisku specjalny artykuł.

Powtarzalność łańcuszkowej mody i sposobu na zysk różnych cwaniaczków, którzy zazwyczaj są leniwi i do wysiłku mało skłonni, początkowo hamowały nieco realia - uciążliwość ręcznego, wielokrotnego przepisywania tekstu i adresowania kopert, oklejania ich zakupionymi znaczkami, konieczność wizyt w urzędach pocztowych czy wędrówki do najbliższej skrzynki.
Pomógł im jednak rozwój techniki -maszyny do pisania, kalki, powielacze, drukarki, masowa wysyłka korespondencji.
Zjawisko nasiliło się w latach osiemdziesiątych i trzeba przyznać, że było skuteczne dla pierwszych uczestników łańcuszka.
Adresat łańcuszka miał wysłać określoną kwotę pod pierwszy adres podany na liście i usunąć go z listy, a swój dopisać na ostatniej pozycji i rozesłać dalej.
Ci, którzy szybko przyłączyli się do 'nieszkodliwej' zabawy rzeczywiscie otrzymywali jakieś pieniądze, jak w każdej piramidzie - kosztem tych ostatnich.

Internetową falę łańcuszków rozpoczął najprawdopodobniej pod koniec 1988 roku e-mail 'MMF'.
Autora e-maila podpisanego nazwiskiem Dave Rhodes a zatytułowanego 'Make money fast' ('zrób szybko pieniądze') do dziś nie zidentyfikowano.
Zapewne i on i ukrywający się pod wieloma adresami inni internetowi oszuści, zrobili szybko pieniądze wyłudzając je od naiwnych.
E-mail krąży w sieci do dziś, modyfikowane są tylko nagłówki i formy wpłaty, dziś zamiast adresów podawane są numery kont bankowych.
Czy jest to 'This really works!' lub 'You are a winner!', '15 000 w miesiąc', 'Łatwa kasa" albo "Partnerski Program Darowizn' - zasada pozostaje ta sama.
Powielana piramidka internetowa i rozsyłana najczęściej jako spam, nierzadko z nielegalnym wykorzystaniem ogólnie dostępnych komunikatorów i różnych baz mailingowych

Proceder kwitnie, a jego propagatorzy i ich świadomi lub nieświadomi wspólnicy wydają się bezkarni.
Do czasu.
Za pozyskiwanie i udostępnianie poufnych informacji, w tym danych kontaktowych,oraz wykorzystywaniu ich w sposób niezgodny z prawem przewidziane są konsekwencje, sformułowane w Kodeksie Karnym.

Art. 287. § 1. Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub wyrządzenia innej osobie szkody, bez upoważnienia, wpływa na automatyczne przetwarzanie, gromadzenie lub przesyłanie informacji lub zmienia, usuwa albo wprowadza nowy zapis na komputerowym nośniku informacji, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Tymczasem łańcuszki-piramidki wciąż jeszcze zyskują kolejnych zwolenników, nie tylko wśród osób naiwnych, lub podatnych na indoktrynację i pranie mózgu, ale i wśród tych, którzy wprawdzie w łatwy zysk nie wierzą, ale ponieważ stawka wysoka nie jest, wolą się przekonać osobiście.
Czy warto uczestniczyć w tym procederze?
Każdy musi sobie sam odpowiedzieć na to pytanie.
To w końcu jego 5 złotych i ma prawo je podarować komu chce, choćby i złodziejowi.