Polecane

PustaMiska - akcja charytatywna

Hity czy kity ?

Hity czy kity ?

Rzadko oceniam program od pierwszego kopa.
Zazwyczaj staram się spojrzeć obiektywnie.
O ile to możliwe sprawdzam kto jest właścicielem by wiedzieć co faktycznie leży w jego możliwościach, przeglądam warunki uczestnictwa, przy czym w nowych systemach śmieszą mnie często, bo wiem, że te najbardziej optymistyczne nie wróżą niczego dobrego i czas najszybciej je weryfikuje.
Jeśli widzę szansę dla programu - rejestruję się, jeśli nie - pomijam i nie komentuję.
Pierwszych wniosków raczej nie upubliczniam, do czasu też powstrzymuję się od słów krytyki bo każdemu należy dać szansę.
Tym razem czynię odstępstwo od zwyczaju.

Dlaczego?
Bo czuję się rozczarowana.
Mija ósmy miesiąc 2007 roku. Jakby nie patrzeć, to już dwie trzecie, a w getpaidzie, zwłaszcza polskim, bryndza totalna.
Wprawdzie co jakiś czas pojawiają się reklamy nowopowstałych systemów oflagowane dumnie "Nowa rewelacja" czy "HIT!!!" ale najczęściej pierwszy rzut oka sprowadza ten hit do kitu.
O ile start i pierwsze trzy miesiące istnienia AdBuxa można było tak określić, to wszystkie powstałe na jego bazie, ochrzczone jako "buxowate" są tylko marnym naśladownictwem oryginału, który dzięki ich wysypowi coraz bardziej spuszcza z tonu i kapcanieje.
Ktoś zapyta co złego w konkurencji i jaka właściwie różnica, skoro warunki niemal identyczne. Zwykle taka, jak między słowikiem a wróblem. Obaj kończyli konserwatorium muzyczne, ale jeden zaocznie.
Są mistrzowie i rzemieślnicy. Mistrz czyni dzieło, rzemieślinik z rzadka kopię dzieła, częściej kicz, którym zarzuca rynek. A rynek jeśli nawet odróżnia kopię od oryginału, z przyczyn czysto materialnych rzuca się na kicz, bo taniej, bo dodatkowy bonus, bo spóźniony w innym, tu widzi szansę na swoje pięć minut.
Mistrz z każdym dniem traci, rzemieślnicy tymczasem doją rynek i przejmują klientów.
Tak to już jest nie tylko w klickbiznesach, że o wiele łatwiej wejść szturmem i zdobyć rynek, niż go utrzymać. Zazwyczaj najlepsze pomysły natychmiast znajdują naśladowców chcących wykorzystać koniunkturę i odkroić dla siebie kawałek tortu. I robią to skutecznie.

W międzynarodowym getpaidzie rok 2007 jest więc rokiem krótkodystansowców.
Jednopoziomowych buxowatych programów, w których niewiele jest miejsca dla Polaków. Może poza jedynym godnym uwagi wyjątkiem jakim jest LinkGrand, działającym na innej zasadzie ale też z jednym poziomem referencyjnym. We wszystkich Polacy z reguły początkowo chętnie widziani jako liczebni i dobrzy promotorzy, z upływem czasu coraz bardziej ograniczani w zarobkach przez reklamodawców targetujących reklamy.
Promotorzy szybko przestają być potrzebni, coraz mniej też zarabiają. Wynika to nie tylko ze zmniejszonej ilości dostępnych reklam, ale także z systemu referencyjnego.
Coraz trudniej pozyskać poleconego, bo i czym go przyciągnąć, skoro na reklamach nie zarobi a własnych poleconych nie znajdzie?

Podstawą getpaidu był, jest i będzie właśnie system referencyjny.
Tymczasem w polskim getpaidzie oprócz marazmu zaobserwować można niczym nieuzasadnioną tendencję do ograniczania systemu referencyjnego.
O ile w surfbarach i sporej ilości anglojęzycznych programów ograniczenie go do jednego poziomu znajduje uzasadnienie ze względu na problemy w płatnościach jakie stwarzają PayPal i MoneyBookers, przy czym właściciele programu starają się uczestnikom niedogodność wynagrodzić oferując rzeczywiście atrakcyjny procent, to w polskich realiach uzasadnienia takiego nie ma.
A warto wziąć pod uwagę, że surfbary i anglojęzyczne programy bazują nie tylko na międzynarodowej grupie uczestników, ale i reklamodawców.
W polskich realiach stałych reklamodawców nie ma wielu i liczą się z każdym groszem, a na przypadkowych i ze względu na małą skuteczność reklamy raczej jednorazowych - trudno rachować.
Trudno też liczyć na dużą ilość aktywnych uczestników.
Tych przyciąga szybki i pewny zarobek.
Pozostają w programie o ile faktycznie zarabiają.

Ogólna tendencja nowopowstałych polskich systemów to niskie minimum i jak najskromniejszy system referencyjny.
O ile dwa stosunkowo wysokie poziomy w Euro Biznesie i brak minimum, a do tego wartość administratora programu pozwalają mieć nadzieję na rozwój, o ile do zaakceptowania jest Net Reklama, niemal bliźniaczka Strefy Biznesu, z niewysokim minimum i czterema levelami, a przy tym wszystkie na przyjaznym uczestnikowi skrypcie CC, to czym chce przyciagnąć nowy system (przykładowo, by nie być posądzoną o szykany) oferując:

Reklamy o wartości od 0.25 - 1 cent
Minimum 3 $
Jeden (sic!) poziom poleconych określony na 25%

3 $ to 300 centów.
300 centów to w najbardziej optymistycznej wersji wartość 300 reklam jednocentowych.
W mniej optymistycznej - 1200 reklam o wartości 0,25 centa.
Ze względu na cenę reklam tej należy się spodziewać.
Polubownie biorąc dla osiągnięcia minimum przez uczestnika potrzeba około 1000 reklamodawców.
Grupa aktywnych polskich getpaidowców to pi razy oko około 2000 osób.
Jaki odsetek z tego kupujących reklamy lub nabywających je z zarobków?
Jak sądzę, około 30%, w najbardziej optymistycznej wersji niech nawet 50%.
Da to grupę około 700-1000 osób.
Ilu z nich wykupi reklamę częściej niż raz w miesiącu? Niechby około 40% (wątpię) ale załóżmy. Teoretycznie mamy więc miesięcznie około 350 stałych reklamodawców.
Załóżmy, że grupa wzbogacona o samego właściciela i reklamodawców jednorazowych wzrośnie do 400.
Dla wypracowania 3 dolarów zatem potrzeba 3 miesięcy i około 10-12 konkretnych reklam dziennie.
Rachunek może się nieco zmienić, jeżeli dojdzie PTP - jednak wartość linków PTP jest znikoma, a wyklikanie ich zabiera masę czasu i niewiele osób może i chce go poświęcić dla zyskania dwóch-trzech centów więcej.

Na ile zarobek jest realny?

Większość getpaidowców nie chce zarabiać sama, każdy rad mieć chociaż kilku refów by szybciej dochodzić do progu wypłaty i otrzymywać ją w miarę często.
By w ogóle mówić o jakimś stałym zarobku rzędu kilkudziesięciu złotych miesięcznie trzeba nie tylko być w kilku-kilkunastu programach, ale mieć duże siatki poleconych.
Przeciętny klikacz dokonując ekwilibrystycznych wyczynów na pierwszym poziomie miewa na ogół kilku i zdobywa ich jako jeden z ostatnich. I to raczej w systemach, których atrakcyjność i dobra opinia same przyciągają i gdzie zreferowany ma jeszcze widoki na znalezienie własnych poleconych.
Wtedy może liczyć na dochód z ich zarobków.
Przy czterech-pięciu poleconych i najbardziej optymistycznym założeniu, że każdy z nich będzie na tyle aktywny, by odebrać wszystkie dostępne reklamy (o ile ich bedzie około 10-12 dziennie) dałoby sie zarobić około 1 centa dziennie, czyli 30c miesięcznie.
Czy przy tych warunkach znajdzie się czterech-pięciu aktywnych refów, którzy sami szansy na znalezienie własnych poleconych niemal nie mają?

Nie można pominąć faktu, że ilość reklamodawców i reklam w dużej mierze zależy od atrakcyjnosci i liczebności programu.

Jak więc będzie wygladać liczebność a jak zarobek z poleconych?
Trzeba zdać sobie sprawę, że w obecnym czasie nawet w najlepszym programie polskim liczba aktywnych uczestników rzadko przekracza 2000 osób.
Bez wątpienia takim programem jest Dolarek.
Przyjazny - niskie minimum i trzy poziomy poleconych.
A i tu aktywnych zaledwie trochę powyżej 2000.
Centrum Biznesu, wg mnie program drugi na liście czołówki, aktywnych ma 1700.
Kiedy taką ilość osiągnie nowy program?

Jak się realnie osiaga taką ilość uczestników?
Najczęściej dzięki promotorom i konkursom.
Wystarczy spojrzeć na wyniki konkursów by stwierdzić, że liczba 2000 aktywnych uczestników zazwyczaj skupia się w downline kilku najlepszych promotorów.
Kilku posiadających znane i "mocne" strony i kilku, którzy inwestują w pierwsze kampanie reklamowe, by zdążyć zająć na tyle dobrze płatne - czołowe miejsca w konkursach, by inwestycja zwróciła się z zyskiem, najczęściej powiększona o zysk ze sprzedanego po konkursie konta.
W szybkim czasie około 60-70% chętnych na uczestnictwo rejestruje się pod nimi a dla przeciętnego klikacza potencjalnych poleconych zostaje juz niewielu.
O ile warunki uczestnictwa nie są atrakcyjne, zwerbowanie poleconego przez samotnego klikacza graniczy z cudem lub wiąże się z kosztami, które rzadko się zwracają, bo przypadkowi poleceni krótko są aktywni.

Czym da się tu przyciagnąć poleconych?
Nowych uczestników, zwłaszcza nowicjuszy, spośród których najławiej jest kogoś zreferować, przyciagają nie tyle warunki systemu, ile opinia o programie.
Opinię jednak tworzą i kształtują w głównej mierze promotorzy, przynajmniej na wstępie.
Na początku zazwyczaj bywa hurra-optymistyczna, pełna zachwytów i zapewnień typu "hit" "juz płaci" "tylko tu zarobisz szybko".
Faktycznie zarabiają, wyciagając możliwie jak najwięcej korzysci, po czym rezygnują z uczestnictwa.
Gdy referują ostatni, opinia najczęściej już uległa weryfikacji.
Hit okazuje się kolejnym kitem.
Na forach i w rozmowach ujawnia się, że są jakieś mankamenty, że początkowo duża ilość reklam i ich wartość znacznie spadły, że z programu odeszło sporo uczestników, wraz z nimi także część reklamodawców, że czas osiągnięcia minimum wydłuża się w nieskończoność.
Owszem, w programach "no minimum" przybywa nowych uczestników skuszonych możliwością pierwszych szybkich wypłat rzędu kilku - kilkunastu centów.
Ale czy to można nazwać zarobkiem?
Rezygnują więc szybko, szukając programów z konkretnymi a realnymi warunkami, w których warto zakotwiczyć na dłużej i referować bez ryzyka strat.
A takich coraz mniej.

Co nam dziś serwuje getpaid?

Hity czy kity ?

22.08.2007